Witam!
Jestem Justyna. Myśl nad założeniem
bloga chodziła za mną już dawno. Jakieś już zakładałam,
usuwałam, różne bywało. Zobaczymy jak pójdzie dzisiejsza próba.
Początki są zawsze trudne. Nowości są nam obce i nie zawsze
są nam na rękę, jednak chciałabym spróbować swoich sił w
blogowaniu. Aż wstyd przyznać, ale mniej więcej rok temu również
założyłam bloga, który niestety mi nie wypalił.
Tematem przewodnim będą włosy.
Niestety lub stety jestem kolejną włosomaniaczką. Temat świadomej
pielęgnacji nie jest mi obcy już od jakiś 4 lat. Jest to już dla
mnie nawykiem. Nie pójdę spać z mokrych czy rozpuszczonych
włosach, nie rozczesze ich na mokro ani nie bd ich bez potrzeby
katować prostownicą.
Mam jednak dalej bardzo zniszczone
włosy. Mniej więcej 15 cm końcówek pamięta trzykrotne
rozjaśnianie, a nawet farbowanie na kolor niebieski, z którego
swoją drogą byłam bardzo dumna i gdyby nie fakt, że dalej muszę
się użerać z zielonymi końcami, myślałabym ponownie o tego typu
koloryzacją.
Z tego wynika, że mam włosy wysokoporowate
(szczególnie na końcach) jednak im bliżej nasady tym porowatość
się zmniejsza.
Moje włosy mają wiele wad na
przykład:
- ciepły (prawie rudy) odcień włosów przy
skalpie,
- ciągłe przebijanie się koloru zielonego na
końcach,
- przesuszone końcówki
Jednak mają wiele
zalet:
- są w miarę gęste (bez szału, ale nie chciałabym mieć
ani gęstszych, ani rzadszych)
- nie są cienkie (nie wiem jaka
powinna być standardowa grubość jednego włosa, ale wydaje mi się,
że nie należą do tych cienkich).
- dobrze reagują na większość
kosmetyków,
- silny skalp (nie mam problemu ze stosowaniem
wcierek)
Pomimo tylu lat zainteresowania włosami, nie
potrafiłam ich zapuścić. Jaki tego powód? Wydaje mi się, że za
często podcinałam końcówki, ale już od 2 miesięcy staram się
je zapuścić. Z jakim rezultatem? Zobaczymy! Zapuszczanie trwa!
Długość 49 cm
Długość docelowa - 70 cm